Faux pas

Rozmawiałem z przyjaciółmi w naszym wrocławskim biurze. Było nas troje: Łukasz z Wrocławia, Nikolaus z Lipska i ja ze Stanów Zjednoczonych. Po pięciu godzinach pracy wszyscy pragnęli przerwy i kubka kawy. Po kilku łykach Łukasz znalazł siłę do odpowiadania o swojej weekendowej wycieczce do Drezna.

 – Chciałem zamówić kawę, powiedziałem: „Americano, Bitte”. Niemka nie kumała – Łukasz naśladował mimikę jej twarzy, kręcił głową i mrużył oczy. – Powtórzyłem po niemiecku. Dalej nic. Spróbowałem po angielsku: „Americano, espresso z gorącą wodą, please”. Niemce się to nie spodobało, powiedziała „Nein…” i pogroziła mi palcem. To było dziwne. Wszyscy wiedzą przecież, co to jest Americano i rozumieją trochę angielskiego, co nie? Co się dzieje tam w Niemczech, Niki?

Wszyscy się uśmiechali. Nikolaus zastanowił się i wypił trochę kawy.

Ja naprawdę nie wiem. Chyba nie chciała zrozumieć. Dużo jest turystów w Dreźnie, może po prostu zmęczyła się rozmową z cudzoziemcami. Ten region nigdy nie był znany z otwartości.

To możliwe odezwał się Łukasz. Ja też się tak czuję po kilku godzinach pracy, kiedy muszę mówić po angielsku. Na szczęście nie jestem kelnerem i nie pracuję z turystami. Nie rozumiem tego, że w Polsce kelnerzy zawsze są grzeczni dla wszystkich. Niby się nie uśmiechają, ale są ułożeni. Co dziwne starają się służyć wszystkim klientom, nawet tym bezczelnym.

Pomyślałem sobie, że każdy z nas ma sporo takich przeżyć. Mieliśmy w końcu mnóstwo doświadczeń związanych z obcą kulturą. Łukasz mieszkał we Francji przez trzy lata. Nikolaus przez jakiś czas przebywał w Danii, a później przeprowadził się do Polski.

Ilustracja: Agata Domino

– Niki, czy miałeś kiedyś taką sytuację w Polsce, w której to kontekst kulturowy był dla ciebie kompletnie niezrozumiały?

– Wczoraj byłem po raz pierwszy na nowej siłowni. Przebierałem się w szatni, gdy nagle sprzątaczka weszła i zaczęła myć podłogę. Przestałem się przebierać, bo myślałem, że w Polsce nie wolno być nago przed obcą kobietą. Tutaj jest inaczej niż na wschodzie Niemiec, gdzie mamy całkowicie inny stosunek do ludzkiego ciała. U nas nagość w miejscu publicznym nie jest niczym szokującym. Nie wszędzie oczywiście, ale na przykład na plaży jest to normalne. Wracając do sprawy w szatni – nikt nie zareagował. Pomyślałem, że gdzieś tutaj musi być przebieralnia.

Na pewno nie. – Łukasz uśmiechał się. – Niki, nie rozumiem…

– Nie spoiluj! Zacząłem szukać przebieralni. Rozglądałem się w szatni, gdy – przerwał dramatycznie – pojawił się penis. Zerknąłem na niego, a potem na sprzątaczkę. To było tak, jakby ona nie istniała! Ani sprzątaczka, ani właściciel penisa nie zwrócili na siebie uwagi.

– Niki, nie rozumiem, dlaczego się dziwisz. Damskie ciało to coś innego. Jest zdecydowanie ważniejsze niż męskie. To przecież naturalne. Dawid, powiedz mu, przecież w Stanach musi być podobnie.

Zastanowiłem się przez chwilę. Pytanie wydawało mi się nieoczywiste. Miałem do czynienia z różnymi poglądami w amerykańskiej kulturze.

– Nie mam pojęcia Łukasz, w Stanach bywa różnie. Naprawdę.

– No dobrze, ciężko stwierdzić, że coś jest uniwersalne, ale to jest dominujący pogląd w Polsce. Kiedy byłem we Francji… no, tam było inaczej. Nawet nie jestem w stanie podsumować francuskich poglądów. Gdy zauważyłem tę różnicę, zacząłem naśladować Francuzów, po to, żeby nikogo nie urazić. Nie próbowałem dokładnie dokumentować różnic między nami.

– Niki, trochę powiedziałeś, jak to wygląda na wschodzie, a co z innymi rejonami Niemiec?

Nikolaus zmarszczył brwi.

Na pewno w Niemczech też bywa różnie, ale to ciekawe co mówi Łukasz. W takich sytuacjach za granicą brakuje nam elementów do budowania wyjaśnienia. Nie mamy możliwości kulturowych, które rozwiązywałyby takie sytuacje. Niestety, tak jak Łukasz we Francji, ja także nie jestem w stanie wyjaśnić, dlaczego nikomu w Polsce nie przeszkadza, że sprzątaczki chodzą po męskiej szatni przed nagimi facetami.

Wszyscy w milczeniu przytakiwali. Łukasz wykorzystał przerwę w rozmowie i nacisnął guzik ekspresu do kawy. Hałas maszyny wypełnił małą kuchnię. Łukasz czekał na kawę i dodał:

– To jest jak dźwięk w nieznanym języku, który słyszymy, ale nie jesteśmy w stanie go powtórzyć. Nie możemy ani dobrze rozumieć, ani poprawnie wymawiać słów z tym samym brzmieniem.

Zapytałem:

To jak możemy się w końcu zrozumieć? Oswajając się z obcym językiem i kulturą, musielibyśmy powtarzać wszystko milion razy. Co oznaczałoby bycie w niezręcznych sytuacjach miliard razy. O to ci chodzi?

– Trochę tak, choć może to niedoskonała metafora. Chodzi mi o to, że najpierw musisz uświadomić sobie, że nie rozumiesz sytuacji. Zrozumienie jej wymaga wysiłku, czasu, obserwacji i refleksji. Niki, co zrobiłeś w końcu, w szatni?

Przebrałem się jak najszybciej, ignorując obecność sprzątaczki.

Łukasz przytaknął raz z pewnością.

– Tak Polacy to robią.

Wierzę, że to słowa tworzą światy. Urodziłem się w Fairbanks na Alasce, a wychowałem się w Anchorage. Od zawsze fascynowały mnie inne kultury i języki. W 2015 roku przeprowadziłem się do Wrocławia. Po roku nauki języka polskiego zacząłem studia na wydziale Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie SWPS. Cenię sobie samorozwój, ponieważ to właśnie on daje mi motywację.
5