Martyna Trzepizur

Jedyny moment, kiedy daje się złapać to poniedziałkowy wieczór po godzinie 21. Ma ze sobą walizkę, bo od rana była w pracy, a nie wróciła jeszcze do mieszkania po powrocie z majówki. O 4 rano ma autobus do Warszawy, a w drodze powrotnej będzie pisać relacje z koncertu, którą później redakcja Kinkyowl zamieści na swojej stronie. Studentka Psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS i dziennikarka muzycznego portalu internetowego – Martyna Trzepizur.

 

Zanim zaczęłaś pisać o muzyce, lubiłaś ją tak samo, jak teraz?

Tak, ale wcześniej nie miałam możliwości na pokazywanie tego publicznie. Na pierwszym roku studiów poznałam w pracy Mateusza, który udzielał się na portalu Kinkyowl. Zauważyłam, że zorganizowali rekrutację, więc się do nich odezwałam. Napisałam recenzję albumu, odpisali i zaczęliśmy współpracować. Trwa to już rok.

 

Jak się załatwia akredytację i czy ciężko ją zdobyć?


Piszesz maila do organizatorów i mówisz skąd jesteś. Najpierw sprawdzają portal i każą wysłać przykładowy tekst na temat wykonawcy. Decyzja zależy też od wielkości koncertu. Jeśli się zgodzą, jedziesz i piszesz relację.

 

Na ilu koncertach już byłaś?

No, pod setkę to już na pewno podchodzi.

 

 

Fot. Archiwum prywatne

 

 


Który z nich był dotychczas największy?

Z akredytacją? Mobb Deep, Elliphant, Dilated Peoples. Teraz czekam na odpowiedź co do Mac Millera.

 

 

Zamiast jechać na wakacje i leżeć na plaży, wolę jechać na festiwal. To jest dla mnie odpoczynek.

 

 

Jakiego wykonawcę polecasz na poniedziałkowy wieczór, kiedy trzeba zbierać siłę na resztę tygodnia?


Niby słucham tyle muzyki, ale przy takim pytaniu wysiadam. No dobra… Tyler, The Creator. Zawsze będę go polecać. Pamiętam, jak pierwszy raz oglądałam galę MTV Video Music Awards w 2011 r. Na scenę wbiła banda młodych ludzi, a w tym właśnie on z nogą w gipsie. Był tak podekscytowany, że nie mógł wykrztusić słowa. Nominowali go za najlepszy debiut. W tej samej kategorii był Wiz Khalifa i Foster the People, a wygrał właśnie Tyler. Od tego czasu jestem jego mega wielką fanką.

 

A na romantyczny wieczór, randkę?


Chillowy Majid Jordan.

 

Do nauki?


Playlista „Koncentracja” na Spotify – to jest hit. Bardzo mi pomaga podczas sesji.

 

Psychologia była twoim pierwszym wyborem?

W liceum byłam na biolchemie. Przygotowywałam się do pójścia na weterynarię. Po maturze zrobiłam rok przerwy, żeby poprawić wynik z rozszerzenia, ale ostatecznie jestem tutaj.

 

Dlaczego akurat nasza uczelnia?

Głównie przez opinie. Bardzo dużo znajomych polecało to miejsce, a w Internecie też dobrze o nim pisali. Nie spodziewałam się, że psychologia aż tak mnie wciągnie, a w szczególności kliniczna. Gdybym miała możliwość pogodzenia dwóch kierunków, poszłabym jeszcze na Dziennikarstwo, ale póki mogę rozwijać się na Kinky, wystarcza mi jeden.

 

Czego boisz się najbardziej, kiedy myślisz o przyszłym zawodzie?


Na warsztatach ze Sławkiem Prusakowskim poznałam m.in. techniki prowadzenia wywiadu psychologicznego. Mamy dużo literatury i czytając ją, wszystko wydaje się w miarę łatwe. Po prostu musisz się tego nauczyć. Kiedy miałam nagrywać te wywiady na zaliczenie, to już zupełnie inna bajka. Podczas studiów masz przygotowanie teoretyczne i praktyczne, ale co innego jak rozmawiasz z kolegą albo koleżanką, a co innego jak przyjdzie do ciebie pacjent, który potrzebuje pomocy i nie będzie wykładowcy, który podpowie ci co i jak. Wszystko zależy od ciebie.

 

To z tych zajęć jesteś najbardziej zadowolona?

Tak, u Sławka rozmawiamy o umiejętnościach społecznych, osobistych, uczymy się walki ze stresem i rozwoju osobistego. Tak naprawdę dopiero teraz, na studiach, nauczyłam się dbać o siebie. Zawsze byłam taką osobą, która pierwsza wyciągała rękę, pierwsza dzwoniła. Teraz wiem, kiedy odpuścić. Zaczęłam siebie stawiać na pierwszym miejscu. Kiedyś o tym często zapominałam.

 

Czego najczęściej słuchasz?

Nie lubię się ograniczać do jednego gatunku muzycznego. Wszystko jest zależne od pory, nastroju, emocji tego, co się wydarzyło, czy mam jakieś przemyślenia albo, czy to zwykły chillowy dzień.

 

Najlepszy koncert?


To strasznie trudne, żeby wybrać. Wychodząc z koncertu w większości przypadków myślisz, że to najlepszy występ, na jakim byłaś. Na Open’erze w 2015 roku bardzo podobał mi się The Dumplings. Lubię ich muzykę, chociaż nie słucham jej często. Są dobrym przykładem na to, że na scenie nie potrzeba nie wiadomo czego. Wyjdzie chłopak z dziewczyną i zrobią taką robotę, że szczęki opadają. Z zagranicznych? Myślę, że był to OutKast na Orange Warsaw Festival. Bardzo długo czekałam, żeby ich zobaczyć.

 

Na którym występie zawiodłaś się najbardziej?


To smutne, ale właśnie na Tylera. Czekałam tyle lat, żeby zobaczyć go na żywo… Kiedy ogłaszał trasę koncertową, Polski tam nie było. Nareszcie w 2015 roku pojawił się na Festiwalu Tauron w Katowicach. Czekałam pod sceną już 40 minut przed koncertem. Oglądałam dużo filmików z jego innych wystąpień i byłam przygotowana, że będzie tak samo szalony, a on wyszedł na scenę i chyba czuł się bardzo nieswojo. Miałam wrażenie, że boi się powiedzieć do nas cokolwiek po angielsku, bo tego nie skumamy. Przez to ten kontakt był bardzo ograniczony, a ja czułam duży niedosyt. Nie to chciałam zobaczyć.

 

Zawsze kupujesz płyty ulubionych artystów?

Staram się, ale dużo pieniędzy pochłaniają podróże i codzienne wydatki, dlatego płyt mam tylko około trzydziestu.

Zawiodłaś się na czyimś wokalu na żywo?

Pomijając już Rihanne w 2013 roku na Open’erze, bo to była tragedia, tego samego roku występował też Miguel, artysta R&B. Z innych relacji wiem, że umie śpiewać, więc nie mam pojęcia, co złego się zadziało, ale nie zrobił na mnie wrażenia.

 

Co najbardziej lubisz w muzyce?

Jakie ciężkie pytanie! Niby brzmi lajtowo, ale odpowiedzieć na nie wcale nie jest łatwo. Zawsze mam wokół siebie ludzi, z którymi mogę porozmawiać, ale czasem muzyka daje mi już wystarczające zrozumienie i oparcie. Lubię też to, że mnie uspokaja. Kładę się i po prostu słucham. Działa za każdym razem. Będąc na festiwalu muzycznym, pierwszy raz widzisz kogoś na oczy, a zachowujecie się tak, jak byście się znali całe życie. Tworzy się między wami więź, bo wszyscy jesteście tam z jednego powodu. Uwielbiam to.

 

Na festiwalach, chodzisz na koncerty tylko tych artystów, których znasz?

Czy znasz, czy nie znasz artysty, to i tak jest świetne doświadczenie. Nie raz poszłam na randomowy występ i bardzo często było to pozytywne zaskoczenie. Pomimo że wcześniej nie znałam twórczości, to po koncercie zaczęłam się jarać zespołem.

 

Myślałaś o tym, żeby tworzyć muzykę, a nie tylko o niej pisać?

Czasem wyobrażam sobie, że występuję na scenie i nawet mam cały plan, jak by to wyglądało. Potem pukam się w głowę i przypominam sobie, że nie umiem ani śpiewać, ani grać na żadnym instrumencie. Nie jestem osobą, która zazdrości, ale… Żałuję, że nie jestem utalentowana muzycznie.

 

 

Ola, nie Aleksandra. Prawa ręka Redaktor Naczelnej. Studentka trzeciego roku dziennikarstwa. Zakochana w kawie i uzależniona od słońca. Nieznośna, kiedy „burczy jej w głowie” i brzuchu. Konkretna, uparta, chwilami zbyt rozważna. Uważa, że każdy ma coś genialnego do opowiedzenia. Wystarczy zapytać.
0