Poza Pędzlem – Rozmowa z Magdaleną Banaś

Magdalena Banaś – artystka o pseudonimie Maleństwo. Jej przygoda z kreacją rozpoczęła się już w dzieciństwie, kiedy to z plastikowych zakrętek tworzyła lalki. W liceum zostawiała ślady swojego pędzla na ścianach klas, a dzisiaj zajmuje się rysunkiem i fotografią na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Gdy inni szukają inspiracji w cierpieniu i smutku, Magda na przekór szuka jej w szczęściu i pogodzie ducha.

Jak bardzo bycie wrażliwą artystką przeszkadza Ci w odnalezieniu się w rzeczywistości?

Poruszają mnie różne sprawy, czasami za dużo przejmuje się polityką, ale nie jestem przesadnie wrażliwa na to, co mnie otacza. Czuję się jednak, jakby wszystko działo się wokół mnie, a ja bym była taką wysepką, która jest daleko od brzegu. Jestem wśród ludzi, ale nic do mnie nie dociera.

Czy to nie jest zachowanie zdrowego dystansu?

Nie robię tego celowo. Mam takie wrażenie, że całe życie dzieje się koło mnie, a ja jestem zawieszona w próżni. Nie ma mnie w tym wszystkim. Wolę stać z boku.

Skoro nie uważasz się za uczestniczkę zdarzeń i przybierasz rolę obserwatorki, to jaki jest cel Twojej sztuki – chcesz coś dać innym ludziom, czy po prostu wyrzucasz to, co masz w środku?

Wyrzucam po to, żeby coś przekazać. Na pewno chciałabym się bardziej angażować w to, co robię, komentować wydarzenia, zjawiska, pokazywać swój punkt widzenia czy poczucie humoru. Na razie jednak jest to bardzo “akademickie”.

Czy artysta jest w stanie, choć w minimalnym stopniu zaplanować odbiór swojego dzieła?

Interpretacji odbiorcy nie da się przewidzieć. Czasami staram się robić coś zabawnego. Na przykład kiedyś byłam pokutującą Magdaleną. Założenie było takie, że będę siedziała wśród pustych butelek, a ostatecznie wyszło tak, że nikt nawet nie zwrócił na to uwagi. Wyszedł melancholijny, intymny portret przy świeczce. Innym razem na mojej wystawie „Punkt oparcia” jedna z moich prac przedstawiała unoszące się stopy i cień pod nimi. Profesor zapytał mnie „A kto to tak lata?”. Później powiedziałam mu, że to miał być wisielec.

fot. archiwum prywatne

Przyjmijmy, że ukształtowałaś się już artystycznie i stwierdziłaś, że chcesz dzielić się z ludźmi czarnym humorem. Nie boisz się tego, że zostanie to odebrane inaczej, niż zamierzałaś?

To jest piękno sztuki. Każdy ma inne kompetencje odbiorcze i może interpretować ją na swój sposób, więc tego się nie obawiam, wręcz przeciwnie – wysłuchiwanie odmiennych opinii sprawia mi przyjemność.

W jakich dziedzinach sztuki czujesz się najlepiej?

Cały czas szukam. Nie jestem nawet pewna dziedziny, w jakiej będę działać w przyszłości, czy będzie to rysunek, malarstwo albo fotografia. Może zajmę się grafiką komputerową lub artystyczną.

„W realnym życiu nie jestem osobą, która potrafi łamać konwenanse – dopiero w sztuce czuję, że nic mnie nie krępuje.”

Sztuka ma wiele odsłon, pojęcie twórcy również nie jest jednoznaczne. Kim Twoim zdaniem jest artysta?

Dzisiaj? Każdy, choć zazwyczaj brakuje mu czasu na refleksję, przygotowanie, czy chęci oczekiwania na odpowiedni moment – liczy się produkt. Dominuje przekonanie, że skoro zrobiłem jedną ładną rzecz, to jestem artystą. To irytowało mnie już w liceum, kiedy nauczyciel z kółka plastycznego mówił O, artystka!, a przecież to był dopiero początek mojej drogi. Zdecydowanie mam nietolerancję na to słowo.

 Czy “O, Magda!” to bardziej wizerunek czy tożsamość?

To powiązane, choć nigdy nie lubiłam się wyróżniać, stąd mój wizerunek nie jest zbyt ekstrawagancki. Podoba mi się jednak odmienny ubiór u innych studentów Akademii, kolorowe włosy czy etniczne wzory.

Nie czujesz, że przez to odstajesz?

Znajduję tam również przedstawicieli wielbicieli dżinsów i wygody.

Jak to jest, że tak bardzo nie chcesz dać po sobie poznać, że studiujesz na ASP?

Ludzie za bardzo przejmują się opinią innych, a środowisko z Akademii nie ma blokady, bo na tle innych studentów i tak wypada “zwyczajnie”. Dlatego ich obawa przed odmiennością nie istnieje, bo ostatecznie w tej swojej nietypowości każdy z nas wygląda tak samo.

„Mam takie wrażenie, że całe życie dzieje się koło mnie, a ja jestem zawieszona w próżni. Nie ma mnie w tym wszystkim. Wolę stać z boku.”

Skoro w budowaniu swojego wyglądu nie macie żadnych barier, to jak jest ze sztuką – wolisz brak ograniczeń czy narzucanie sobie określonych ram?

Cenię sobie wolność, aczkolwiek określanie ram nieuchronnie następuje w momencie, gdy zaczyna się studiować sztukę. Bywa to rozwijające i pobudza kreatywność. Pozwala mi zastanowić się, jak ominąć temat szerokim łukiem i jednocześnie się w niego wpasować. W realnym życiu nie jestem osobą, która potrafi łamać konwenanse – dopiero w sztuce czuję, że nic mnie nie krępuje.

 

fot. archiwum prywatne

Czy właśnie to najbardziej cię w niej pociąga?

Lubię kreować, odkrywać nieznane obszary. Nie ma nic, a ty możesz sprawić, że zostanie po tobie jakiś ślad. Stworzyć coś od początku do końca. Kiedyś rysując rękę w kształcie pistoletu, dorysowałam pocisk po to, żeby nadać temu innego znaczenia. W dzieciństwie sama robiłam sobie lalki, z włóczek plotłam rączki i nóżki. Czasami tworzyłam je nawet z zakrętek. Najczęściej były to dzieci, bo dużo w tamtym czasie oglądałam Animal Planet i programów typu „Cud narodzin.

To jest piękno sztuki. Każdy ma inne kompetencje odbiorcze i może interpretować ją na swój sposób, więc tego się nie obawiam, wręcz przeciwnie – wysłuchiwanie odmiennych opinii sprawia mi przyjemność.”

Co w takim razie sądzisz o odtwórstwie i przerysowywaniu zdjęć?

Większość od tego zaczyna, to warsztatowe zadanie, jeden z etapów. Trzymamy się tego, co widzimy i skupiamy się bardziej na światłocieniach czy rodzajach kreski.

A co jeśli ktoś zatrzyma się w tym momencie?

Wtedy powstają produkty dla mas. Przykładem jest fenomen Matejki, którego wszyscy w Polsce uwielbiają. Jego twórczość jest prosta, polega na akcji i przedstawieniu rzeczywistości. Nie trzeba się zagłębiać. To forma sztuki nieangażującej.

Większość Twoich prac, które widziałam, przedstawiają ludzi – człowiek w tańcu, detale. Skąd wynika ta fascynacja ciałem?

Ludzka sylwetka mnie intryguje. Ciągle nie opanowałam tego do końca i nadal rysowanie jej jest dla mnie wyzwaniem. Uwielbiam też malować kolor skóry – wystarczy fragment z jakimś detalem. One dają mi możliwość stworzenia czegoś nieoczywistego. Fragment kostki na ręce może wyglądać abstrakcyjnie, kiedy przedstawi się go pojedynczo. Nie można być wtedy do końca pewnym, co to tak naprawdę jest. Z ludzkiego ciała rodzi się abstrakcja. Martwe natury zaś są dla mnie koszmarem, nigdy nie mogę ich skończyć.

fot. archiwum prywatne

Z czym masz największy problem?

Obojczyki i podbródek są moją zmorą. Wszystko zależy od tego, jak ułoży się cień. Trzeba uważać, żeby nie przesadzić i nie stworzyć karykatury. Najlepiej wychodzą mi portrety. Do niedawna miałam problemy z uszami, aczkolwiek kluczem do sukcesu jest trening i dokładne zrozumienie ich budowy.

Wolisz operowanie światłem w fotografii czy w rysunku?

Po równo. Moje prace rzadko są linearne, chociaż czasem staram się je urozmaicać. Straszną satysfakcję sprawia mi modelowanie światłocieni. Uwielbiam mocne oświetlenie w stylu Caravaggio. Inspiruje mnie mroczna atmosfera jego prac, dlatego, jeśli mam okazję do zrobienia zdjęcia w warunkach studyjnych to staram się wykreować tę dramaturgię.

Skoro uwielbiasz kreację światłem, to jak to jest u Ciebie z rozróżnianiem barw? Czy malarz widzi ich więcej?

To kwestia wprawy, w pewnym momencie oko staje się bardziej wrażliwe na takie drobne niuanse. Dlatego dopiero po jakimś czasie udało mi się zauważyć różnice pomiędzy bielą tytanową a cynkową w praktyce.

Wolisz otaczać się artystami? Czy myślisz, że środowiska artystyczne mogą się łączyć i istnieją korelacje pomiędzy nimi?
Trudno to stwierdzić, bo nie mam znajomych na pęczki. Wydaje mi się, że fundament wiedzy w danej dziedzinie jest jednak konieczny i wtedy ludzie mogą płynąć swobodnie podczas rozmowy.

Gdzie szukasz inspiracji?

Nie będzie to zaskakująca odpowiedź, ale w ludziach. Najczęściej podczas rozmów przychodzi mi do głowy najwięcej pomysłów. Inspirujące są dla mnie także nietypowe oświetlenia – to jak w różny sposób światło pada na ludzką skórę. Lubię też wyobrażać sobie jak ustawić modela, po to by jak najlepiej ukazać jego sylwetkę.

„Lubię kreować, odkrywać nieznane obszary. Nie ma nic, a ty możesz sprawić, że zostanie po tobie jakiś ślad. Stworzyć coś od początku do końca.”

Natchnienia szukasz w innych, a przecież żyjemy w dobie rozrastającego się egocentryzmu. Dlaczego tak uzdolniona i pełna potencjału osoba jak Ty, jest jednocześnie tak skromna?

Zawsze gdy coś stworzę, jestem podekscytowana. Wiem, że zaraz będę w centrum uwagi i cieszy mnie to – każda osoba, która tworzy ma w sobie coś z egocentryka. Przy czym u mnie wynika to z tego, że mam niskie poczucie własnej wartości, przez co nie mam pełnej satysfakcji z tego co robię. Może to właśnie popycha mnie do dalszych działań i prowadzi do doskonalenia, choć nie wierzę w perfekcjonizm. Takie koło bez wyjścia.

Boisz się, że nie osiągniesz nigdy poziomu spełnienia?

Nigdy go nie osiągnę. Nie dopuszczę do tego, żeby droga do perfekcjonizmu wiązała się z niezdrowym pracoholizmem, porzuceniem swojego prywatnego życia. Zawsze chciałam być najlepsza, na tyle ile umiem. Czasami boję się, że w przyszłości nie będę miała czym się pochwalić. Obawiam się zatrzymania się na pewnym poziomie i działania bez koncepcji i założeń. Byłoby to tworzenie dla samego tworzenia.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc zakładam, że będziesz dążyć do nieosiągalnej perfekcji. Osiągniesz sukces, zostaniesz doceniona przez swoje autorytety. Czy to, co robisz, może stracić sens? Czy możesz próbować przeskoczyć samą siebie?

Nigdy chyba nawet nie pomyślałam o tym, że to się może udać. Wtedy pewnie byłoby smutno trochę, bo nie miałabym co robić.

 

 

Redaktor naczelna. Studentka drugiego roku dziennikarstwa. Przedstawicielka bohemy artystycznej i jedna z muz Apollina. Dużo je i dramatyzuje. Lubi uprawiać sens. W wolnych chwilach pisze i na oczach innych słowami dokonuje trepanacji własnej czaszki.
1