Poza Pozą – Rozmowa z Januszem Pytlarzem

Janusz Pytlarz. Model na Akademii Sztuk Pięknych. Jak Dostojewski zrozumiał, że nie ma sensu walczyć z caratem. Interesuje się dziełami Iwana Bunina i Turgieniewa.

 

 

Jak wygląda sesja z perspektywy modela?

Jeśli jest to akt, trzeba być rozebranym do spodenek. Kobiety muszą ściągnąć biustonosz, chodzi o ukazanie ludzkiego ciała i jego natury. Studenci przecież muszą wiedzieć, jak narysować pierś. Ważniejsze jest jednak to, że trzeba wytrzymać. Jedna sesja to 4-5 godzin z przerwami co pół godziny.

Trudno to wytrzymać?

Już sobie to wytrenowałem. Pogrywam na gitarze w domu, więc podczas pozowania powtarzam teksty piosenek i ich koncepcje. Czasami zdarza mi się przypominać różne wiersze.

 

Jak doszło do tego, że stał się Pan modelem?

Przede wszystkim szukałem pracy na początku lat 90 oprócz zapomogi państwa, którą otrzymałem, trzeba było też działać na własną rękę. W urzędzie pracy na ulicy Wielkiej we Wrocławiu zaczęły się przeludnienia i ogromne kolejki. Sytuacja była kryzysowa, przez co moim modlitwom towarzyszyły prośby o pomoc w znalezieniu pracy.

Przyjęli mnie w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, bo nie było jeszcze rangi Akademii. Trafiłem na rzeźbę do profesora Jacka Dworskiego, a jego asystentem był Aleksander Marek Zyśko. Zaangażowałem się w 1992 roku i jestem tu do dzisiaj.

 

„Więź człowieka z człowiekiem to coś więcej niż pieniądze – to duchowa łączność, którą mam ze studentami.”

 

 

Jakich emocji doświadczał Pan podczas pozowania?

Na początku się wstydziłem, ale przezwyciężyłem to w oparciu o wiarę.

Jest Pan bardzo wierzącą osobą, natomiast w zawodzie modela trzeba pokazać ciało.

Jedną ze stacji drogi krzyżowej  jest „Obnażenie z szat Pana Jezusa”.

Dlatego do dzisiaj brakuje modeli, bo krępują się, zdjąć z siebie te szaty. Boją się naturalności, tak jak Jezus wstydził się przed żołnierzami i ludem, który chciał go zamordować. Byli tacy, którzy mu urągali, pluli na niego i biczowali. Tak dzisiaj można odbierać opinię ludzi, którzy później będą na nas patrzyli na tych dziełach. Trzeba być pokornym jak Jezus i iść jak On przez swoją drogę krzyżową.

Co sprawia, że odpowiada Panu zawód modela?

Na pewno nie pieniądze, bo są niewielkie. Ale zaakceptowałem to, jak Dostojewski – że nie ma co walczyć z caratem. Trzymają mnie tu młodzi ludzie. Często modlę się ze studentami.  Żartujemy, rozmawiamy, wymieniamy się doświadczeniami.

Teraz starsi ludzie są strasznie zakonserwowani, a na uczelni spotykam same czyste serca. To kwintesencja młodości. Niedawno jedna ze studentek podeszła do mnie i powiedziała, że jestem najsympatyczniejszym modelem. Więź człowieka z człowiekiem to coś więcej, niż pieniądze – to duchowa łączność, którą mam ze studentami.

 

Student czwartego roku psychologii. Motywator, który zawsze znajdzie rozwiązanie. Fan powiedzenia "Nie przejmuj się czymś, na co nie masz wpływu”. Uzależniony od myślenia i ciągłych rozkmin. Inni mówią, że niezły z niego słuchacz i że potrafi podesłać naprawdę zacny kawałek.
5