Poza Pozą – Rozmowa z Januszem Pytlarzem

Pan Janusz Pytlarz. Jeden z najbardziej sympatycznych modeli na Akademii Sztuk Pięknych. Człowiek o czystym sercu i niesamowicie dużej wiedzy na temat historii. Wśród studentów czuje się jak ryba w wodzie. Interesuje się dziełami Iwana Bunina czy Iwana Turgieniewa. Sztuka pod każdą postacią jest nieodłącznym elementem jego życia.

Czym Pan się zajmuje oprócz pozowania?
Historią literatury. Staram się cały czas być na bieżąco, choć z twórczością współczesną nie do końca jest mi po drodze. Zdecydowanie bardziej wolę dzieła z krajów katolickich/romańskich. Do tego też muzyką, ponieważ gram na gitarze.

Jak doszło do tego, że stał się Pan aktywnym modelem?
Przede wszystkim szukałem pracy na początku lat 90, co zmusiło mnie do podjęcia się jakiegoś zajęcia, z którego będę mógł żyć. Oprócz zapomogi państwa, która na szczęście była, trzeba było też działać na własną rękę. Wtedy w urzędzie pracy na ulicy Wielkiej we Wrocławiu zaczęły się przeludnienia i ogromne kolejki. Sytuacja była kryzysowa, przez co moim modlitwom towarzyszyły prośby o pomoc w znalezieniu pracy.

 

Pewnego razu kiedy wychodziłem po mszy z kościoła, spotkałem znajomego, z którym pracowałem w przeszłości jako ogrodnik. Podczas rozmowy wyszło, że szukam pracy, a on może mi pomóc.  Jako że był zatrudniony jako portier w Liceum Sztuk Plastycznych przy ulicy Piotra Skargi, skierował mnie do dyrektora, który na pewno mi pomoże.

Poszedłem na drugi dzień do pani Dyrektor z zapytaniem o to, czy szukają osoby, która chciałaby się zaangażować jako model. Niestety nie było u nich miejsc, ale przyjęli mnie w PWSSP (Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych, bo nie było jeszcze rangi Akademii).

Od razu trafiłem na rzeźbę do profesora Jacka Dworskiego a jego asystentem był Aleksander Marek Zyśko. Potem to już było ich bardzo wiele. Zaangażowałem się w 1992 r. i jestem tu do dzisiaj. Chyba będzie już 25 lat.

Jak wygląda taka sesja z perspektywy modela?
Trzeba być rozebranym do spodenek, jeżeli jest to akt. Kobiety natomiast muszą ściągnąć biustonosz, ponieważ chodzi o ukazanie ludzkiego ciała, jego natury. Studenci muszą wiedzieć jak narysować pierś. Problem jest często z kobietami, jeśli chodzi o pozowanie „nago”. Ważniejsze jest jednak to, że tam trzeba wytrzymać. Jedna sesja to jednak 4-5 godzin. Kobiety po prostu szybciej marzną, chorują przez co dość często, wypisują się z takiej pracy. Zdarzają się także dni, kiedy jest się w ubraniu łącznie z głową.

„Więź człowieka z człowiekiem to coś więcej niż pieniądze – to duchowa łączność, którą mam ze studentami.”

A jak z przerwami w pozowaniu?
To zależy. Zazwyczaj pół godziny. Dzisiaj na przykład było ostro: 45 minut i 15 minut przerwy i potem znowu. Z reguł to jednak jest tak, że 30 minut pozowania i 15-20 minut przerwy i potem sobie wracasz.

Podczas pozowania ma się raczej ograniczoną swobodę w ruchu. Jak Pan sobie z tym radzi?
To prawda, ale można wodzić sobie oczami po całej sali. Jednak nie zapominając, że jestem w centrum uwagi i że nieruchomość ciała jest konieczna. Ja już to sobie wytrenowałem. Pogrywam na gitarze w domu, więc podczas pozowania często powtarzam sobie teksty piosenek i ich koncepcje. Czasami zdarza mi się przypominać różne wiersze.

Zauważyłem, że jest Pan bardzo wierzącą osobą, natomiast w zawodzie modela trzeba pokazać ciało. Jak Pan na to patrzy?
Tutaj Ewangelia się kłania, a mianowicie droga krzyżowa Pana Jezusa. Jedną ze stacji jest „Obnażenie z szat Pana Jezusa”. Wówczas w tych czasach to był wstyd. Dlatego do dzisiaj brakuje modeli, bo krępują się ściągnąć z siebie te „szaty”. Boją się naturalności. Tak jak Pan Jezus się wstydził przed żołnierzami i ludem, który chciał go zamordować. Byli tacy, którzy mu urągali, pluli na niego i biczowali. Tak dzisiaj można odbierać opinię ludzi, którzy później będą na nas patrzyli na tych dziełach. Trzeba być pokornym jak Pan Jezus i iść jak On przez swoją drogę krzyżową. Na początku się wstydziłem, ale przezwyciężyłem to w oparciu o wiarę.

Jakich emocji doświadczał Pan podczas pozowania?
Jeżeli pytasz o to, czy się tego bałem, to odpowiem – nie. Przez co podchodziłem do tego raczej neutralnie. Podjąłem się walki w życiu. Dlatego musiałem pozbyć się tego uczucia wstydu. Na początku dość mocno się krępowałem, bo pozowałem przed ludźmi, których nie znałem. Nie wiedziałem, co sobie o mnie pomyślą. Jednak z czasem stało się to już normalnością w jakimś stopniu.

Czy istnieje jakaś relacja pomiędzy modelem a osobą rysującą?
Pewnie, że tak. Zawsze przed pracą się modlę. No i tutaj właśnie jest to, o co pytasz, bo często modlę się ze studentami. Nie ma czegoś takiego, że milczymy i jest cisza… bo wtedy pracujemy. Ważne jest, żeby się nie ruszać, więc bardzo często w tym czasie rozmawiamy, żartujemy. Fajne jest też to, że wymieniamy się doświadczeniami.

Co sprawia, że odpowiada Panu zawód modela?
Na pewno nie pieniądze, bo są niewielkie. Ja na to jednak nie patrzę, bo z tym niestety trzeba się liczyć. Zaakceptowałem to, jak Dostojewski, że nie ma co walczyć z caratem. Trzymają mnie tu studenci. Młodzi ludzie. Teraz starsi ludzie są strasznie zakonserwowani i zbyt oficjalni, a przez to sztuczni. A na uczelni spotykam same czyste serca, pełno życzliwości. Można powiedzieć, że jest to kwintesencja młodości. Z wieloma studentami mam świetne relacje. Niedawno jedna ze studentek podeszła do mnie i powiedziała, że jestem jednym z najsympatyczniejszych modeli. Więź człowieka z człowiekiem to coś więcej, niż pieniądze – to duchowa łączność, którą mam ze studentami.

 

 

Student czwartego roku psychologii. Motywator, który zawsze znajdzie rozwiązanie. Fan powiedzenia "Nie przejmuj się czymś, na co nie masz wpływu”. Uzależniony od myślenia i ciągłych rozkmin. Inni mówią, że niezły z niego słuchacz i że potrafi podesłać naprawdę zacny kawałek.
4