Rafał Węgrzyn

fot. Usability LAB

 

Jeśli błysk w oku faktycznie istnieje, to Rafał jest jego dumnym posiadaczem. Burza włosów i aktówka – naprawdę trudno nie zwrócić na niego uwagi w szkolnym tłumie. Spotykamy się o godzinie trzynastej w holu uczelni. W godzinach szczytu Kardamon przypomina tłumem jedną z restauracji Gordona Ramseya, szybko więc ponosimy klęskę na polu walki o wolny stolik. Wycofujemy się z kolejki i znajdujemy miejsce na jednym z korytarzy.

 

Gratuluję Rafałowi otrzymania stypendium i pytam, jak wyglądała droga po zdobycie tego wyróżnienia.

 

Stypendium, w tym przypadku ministra Gowina, przyznawane jest za osiągnięcia zdobyte do momentu złożenia wniosku. Dla mnie było to trzy i pół roku spędzone na udziale w konferencjach, organizacji kursów i gromadzeniu osiągnięć podczas zajęć. Współpraca związana z badaniami i projektami, podejmowana na uczelni i poza nią. 

 

Jedno z badań Rafał przeprowadził przy współpracy z profesorem Dolińskim – byłym dziekanem Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. Eksperyment dotyczył zjawiska „ślepoty z braku uwagi” – miał wykazać w jakich warunkach zaczepiony przechodzień orientuje się, że podczas rozmowy miał więcej niż jednego rozmówcę.

 

Jedno z nas udawało zagubionego turystę szukającego Kina Nowe Horyzonty. W trakcie dialogu pojawiał się dystraktor – dwie osoby niosące drzwi. Wchodziły między tę dwójkę, a w tym czasie my zamienialiśmy się miejscami. Manipulowaliśmy tym, jak bardzo skoncentrowany był nasz przechodzień. Kiedy pytaliśmy o drogę, zaczynał zastanawiać się nad odpowiedzią, a tym samym przestawał skupiać się na nieznajomym i nie zauważał zachodzącej zmiany. Dochodziło do sytuacji, w której zamieniałem się rolami z koleżanką. Co ciekawe, nawet zamiana płci nie sprawiła, że rozmówca odnotował to zjawisko. Instynktownie godził się z nim. 

 

W przypadku studentów wartość stypendium podwyższona została do piętnastu tysięcy złotych. Ministerstwo nie narzuciło stypendystom wymogów, co do zagospodarowania otrzymanej kwoty.

Myślę o zostaniu doktorantem i karierze naukowej, więc pieniądze planuję przeznaczyć na rozwój – m.in. Collegium Civitas w Warszawie. Są tam wspaniałe studia podyplomowe Idei XX wieku. Jest to kierunek prowadzony przez profesora Tadeusza Gadacza, znanego polskiego filozofa. Do tego wyjazdy na konferencje, opłacanie książek, szkoleń i kursów…

 

 

fot. V Bal Psychologa – MUSTACHE PARTY, 2015

 

 Jak postrzegał psychologię jako początkujący student, a jak widzi ten kierunek dzisiaj?

 

Wybierałem się na tę uczelnię z myślą o zostaniu psychologiem klinicznym, o posiadaniu własnego gabinetu. Książką, która zaważyła na moich wyborach, jest „Zakazana psychologia” Tomasza Witkowskiego. Ostatecznie wybrałem psychologię biznesu i specjalizację „Projektowanie interakcji człowiek-technologia”. Te studia nauczyły mnie przede wszystkim sceptycznego podejścia do psychologii. Moim zdaniem wiedza psychologiczna nie jest jeszcze wiedzą ekspercką, w rozumieniu przyzwolenia na pokazywanie komuś jak żyć, czy wyjaśnianiu pewnych rzeczy. Przeciwnie, jest niepewna, ma stosunkowo krótką historię i długą drogę przed sobą.

 

Zapytany o nazwiska, które w szczególności docenił, studiując psychologię, wspomina kursy wprowadzające do psychologii społecznej prowadzone na I roku przez profesora Dolińskiego i profesora Łukaszewskiego. W pamięci zapadł mu też kurs z filozofii prowadzony przez doktor Garczyńską. 

 

Pokazywał wiele paradoksów związanych z psychologią i nie tylko. Uważam, że mało jest na naszej uczelni kontekstu filozoficznego i trochę mi tego brakuje. Hasłem naszej szkoły jest „Z teorią w praktykę”, ale istnieje też inne, może anegdotyczne hasło – „Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria”. Ja odwróciłbym tę uczelnianą tendencję, a przynajmniej nieco ją zrównoważył.

 

Już na początku studiów Rafał zaangażował się w działalność Polskiego Stowarzyszenia Studentów i Absolwentów Psychologii (PSSiAP). W kwietniu 2014 roku objął rolę prezesa, którą pełnił przez kolejny rok.

 

Kluczowa akcja, w którą byłem zaangażowany to walka o ustawę o zawodzie psychologia. W Polsce jest on nieunormowany – nie ma organów wykonawczych, więc psychologów nie karze się pod względem etycznym. Członkowie stowarzyszeń mogą oczywiście zostać z nich wyrzuceni, jednak psychologowi nieprzynależącemu do żadnego z nich włos z głowy nie spadnie. Chcieliśmy uświadomić ludzi, że powinni uważać przy wyborze psychologa, ponieważ narażeni są na krzywdę, za którą osoba odpowiedzialna nie poniesie żadnych konsekwencji. 

 

Jak radził sobie w roli lidera w PSSiAP?

 

To był ciężki orzech do zgryzienia. Zarządzanie ludźmi jest problematyczne, zwłaszcza, gdy są to twoi znajomi i przyjaciele. Była to dla mnie nowa rola i chyba średnio się w niej odnajdowałem. Jestem sceptyczną osobą, więc zawsze, gdy trzeba wyrazić jednoznaczny pogląd, czy podjąć decyzję, mam z tym ogromny problem. Myślę, że nie nadaję się na przywódcę.

 

 

fot. V Bal Psychologa – MUSTACHE PARTY, 2015

 

Od jedenastu miesięcy Rafał poświęca się pracy w Usability Lab, gdzie planuje zagrzać miejsce do końca studiów. 

 

Za coś muszę je przecież opłacić. Poza tym, życie prywatne u mnie leży, więc muszę jakoś zająć sobie czas. (śmiech) Pracuję w dziale User Experience. Staram się pomagać użytkownikom nowych technologii, dostosowywać urządzenia do ich potrzeb. Jeśli ktoś ma z czymś problem, dowiaduję się o tym i próbuję go rozwiązać. 

 

A jakim rozrywkom oddaje się w wolnych chwilach?

 

Uwielbiam książki i chyba bardziej od ich czytania, lubię je kupować. Są to sterty, które czekają na swoją kolej. Oczywiście staram się systematycznie przekładać je z jednej półki na drugą, co jest syzyfową pracą, zwłaszcza z wizją stypendium i kolejnych zakupów. Jestem fanem chodzenia do kina i do teatru. Rzadko jednak zdarza mi się znaleźć czas dla siebie samego.

 

Kiedy pytam go o plany na najbliższe lata i wizje przyszłości, wydaje się być niechętny do fantazjowania.

 

Zacytuję może „poetę”. „Mam wszystko, czego może chcieć uczciwy człowiek – światopogląd, wykształcenie, młodość, zdrowie”. Nie chciałbym tworzyć wizji, które będą ciężkie do zrealizowania i które mogłyby zakotwiczyć mnie w czymś, co do czego nie jestem przekonany. 

 

 

Współzałożycielka i była redaktor naczelna. Studentka Komunikacji i mediów. Pracuje w Be frank. W myśl zasady "przez żołądek do serca" nigdy nie uśmiecha się szerzej, niż na widok ciepłego posiłku. Miłośniczka Florence + The Machine i wierna kolekcjonerka albumów ze zdjęciami. Urodzona z plannerem obserwatorka i spoiwo projektów. Najpierw myśli, później mówi i jak mrówka udźwignie więcej, niż sama waży.
0