Utrudniając sobie życie
NOWOŚĆ Kultura Audiosfera

Utrudniając sobie życie

30 maja 2021

Posłuchaj w Audiosferze – czyta Wiktoria Junik



Nasz humor, pokolenia Z, jest bardzo specyficzny. Reagowanie na memy również. I tutaj wchodzi profil na Instagramie Make Life Harder, cały na biało, swoiście zadając wszystkim swoim odbiorcom pytanie „po co udawać, że jest dobrze, gdy nie jest?” Udostępniają wiadomości i informacje, relacjonują ważne wydarzenia dziejące się w kraju, a na dodatek poprawiają nam nastrój memami o sztuce umierania w XXI wieku i filmikami zabawnych, słodkich piesków i kotków. Ten profil zrzesza ponad 700 tys. użytkowników. Czy w takim razie można powiedzieć, że stali się „influencerem z misją”?




Humor pokolenia Z polega na żartach o tematyce z pozoru smutnej, a jednak śmiesznych dla tych osób. Często śmiejemy się z braku chęci do życia i bycia martwym w środku. Memy stały się wyznacznikiem tego, z czym się utożsamiamy. Czy tylko ja na większość wysłanych mi memów odpisuję „same” (ang. same – mam tak samo)? Widząc krowę na plaży patrzącą w bezkresny ocean z podpisem „nie wiem, przez co ona przechodzi, ale mam tak samo” nie myślicie sobie „mam tak samo”? 

Utrudniając sobie życie

Według badań przeprowadzonych przez Harvard Business Review w 2019 roku, połowa badanych milenialsów (osoby mniej więcej między 24. a 40. rokiem życia) byłaby w stanie rzucić dotychczasową pracę powołując się na zdrowie psychiczne. U pokolenia Z (18-23) ta liczba wynosiła aż 75%. Młodzi ludzie są bardziej „narażeni” na problemy psychiczne. Od depresji, przez nerwicę, po zaburzenia dwubiegunowe. Z drugiej strony są ich bardziej świadomi niż poprzednie pokolenia. Większość „młodych” radzi sobie z nimi poprzez żarty, można to nazwać śmiechem przez łzy.

Ludzie już nie chcą oglądać perfekcyjnych blogów z perfekcyjnymi zdjęciami perfekcyjnych kobiet lub mężczyzn (bo nie dziewczyn i chłopców) z perfekcyjną sylwetką i w perfekcyjnych ciuchach. Nie. Nasze pokolenie zamieniło Perfekcyjną Panią Domu na Chujową Panią Domu. Zamiast robić TikToki o tym, jacy jesteśmy idealni, robimy filmiki z rozstępami i nieogolonymi nogami. Ale zawsze się znajdzie taka Khloé Kardashian, która usuwa wszystkie swoje zdjęcia, jeśli nie zostały przerobione, a zostały upublicznione w Internecie przez osoby trzecie. 

Kasia Tusk założyła bloga „Make Life Easier”, na którym dzieli się przepisami, podróżami, przygodami, zakupami, zainteresowaniami – ogólnie „hajsem”. Content odpowiadał aspiracjom klasy średniej, która marzyła o względnie poukładanym życiu (młode pokolenie wie już, że jest to pojęcie niesamowicie względne) i lepszym świecie. Ta platforma, z biegiem czasu, zaczęła skupiać się raczej na trendach i współpracach z markami niż rzeczywistym ułatwianiu życia.  W żaden sposób nie odzwierciedla(ła) życia przeciętnego mieszkańca Polski. Z potrzeby utożsamienia się z innymi osobami o podobnych poglądach i problemach oraz przynależności do społeczności o tych samych problemach/potrzebach zrodziło się to: Make Life Harder, które powstało z inicjatywy Jakobe Mansztajna i Rafała Żabińskiego w ramach parodii konformistycznego bloga celebrytki.

Kasia Tusk z pewnością jest jedną z tzw. influencerek, które swoją działalność opierają głównie na Internecie. Osiągają nieziemskie zasięgi w mediach społecznościowych, co wiąże się z faktem, że obserwują i naśladują je oraz słuchają ich tysiące (jeśli nie miliony) Polaków. To, jakie stanowisko zajmie dany internetowy celebryta w danej sytuacji bezpośrednio oddziałuje na życie, opinię i czyny internautów. Nazwa influencer wcale nie jest przypadkowa – odwołuje się ona do wpływu, jaki te osoby mają na społeczeństwo. Jest to zrozumiałe, ponieważ ludzie wolą osobę autentyczną, z krwi i kości, która pokazuje tak przyziemne rzeczy jak marka podpasek, z których korzysta aniżeli osobę wiecznie perfekcyjną. Przykre, a nawet potencjalnie niebezpieczne może być to, że osoby, które naprawdę mało wiedzą o danym zagadnieniu, wypowiadają się na jego temat w sposób niemalże pouczający. 

Taco Hemingway wypuścił swego czasu album „Jarmark”, na którym społeczeństwo jest świetnie ukazane z perspektywy młodego człowieka. Chciałabym się skupić na piosence „Influenza”. Tytuł kojarzy się przede wszystkim z angielską nazwą na grypę, ale jednak wybrzmiewa zadziwiająco podobnie do słowa influencer. Jest to celowy zabieg. Influenza to utwór krytykujący przede wszystkim celebrytów, którzy coraz to częściej wypowiadają się na tematy im obce, o których de facto nie mają żadnego pojęcia, ale ich zasięgi w social media są na tyle duże, że potrafią kształtować opinię wielu nieświadomych osób i z “oświeconym” przekazem docierać do szerokiego grona ludzi – analizuje piosenkę portal Genius.com. Ta piosenka wyraża więcej niż tysiąc słów odnośnie do „plagi influenceryzmu” osób pokroju Kasi Tusk. Może właśnie to sprawiło, że ludzie zamiast ułatwiać sobie życie, wolą je utrudniać.

Utrudniając sobie życie

MLH z początku było czymś zupełnie innym niż jest aktualnie. Zdziwieni fenomenem bloga Kasi Tusk postanowili założyć stronę, która byłaby jego antytezą. Na swojego fanpage’a wrzucali najpierw zdjęcia „stylizacji” klapek pod prysznic i frotowych skarpet. Z czasem przerodziło się to w bloga z felietonami, a teraz jest to jeden z najbardziej opiniotwórczych głosów w Polsce mający swoją siedzibę wszędzie i nigdzie, bo na Instagramie, zrzeszając ponad 700 tys. użytkowników. Jest to wspaniała hybryda „influencera z misją” i medium.

Make Life Harder zawdzięczają sukces umiejętnemu mieszaniu tego, co wysokie z popkulturą. Śmieją się ze wszystkich i wszystkiego – hipsterów, lemingów, Januszy i Grażyn. Typów i stereotypów, z mediów społecznościowych, z samych siebie. Podważają polskość, walczą z PiS-em, krytykują rodzime kompleksy niższości i wyższości. Bezlitośnie tropią sztuczność, nieautentyczność, nabzdyczenie, na gorąco komentując współczesną rzeczywistość

Anna Konieczyńska dla Gazeta.pl

Co sprawia, że MLH tak dosadnie wyraża gusta młodych Polaków? Aktualna grupa odbiorców tego profilu na Instagramie to przede wszystkim milenialsi i dzieciaki z pokolenia Z, które wychowywały się na filmikach ze śmiesznymi kotami, programach Roberta Makłowicza, a teraz są bardzo świadomą politycznie grupą społeczną. Tym wszystkim i czymś więcej jest MLH. Słodkie zwierzątka, memy (oczywiście), starszyzna polskiego showbiznesu (Makłowicz, Rodowicz, Krawczyk, Gessler, itd.) i dużo opinii politycznych. 

W podcaście Gazety Wyborczej „8.10” z 27 maja 2020 nazwano MLH „satyryczną kroniką pandemii”. Od początku pandemii MLH udostępnia w mediach społecznościowych zabawne filmy, zdjęcia, ilustracje i memy o życiu w czasach koronawirusa, a więc kwarantanny, pracy zdalnej, a także wydarzeń społecznych i politycznych będących pokłosiem pandemii. „Młodzi”, którzy utknęli w domach na parę miesięcy również utknęli w mediach społecznościowych. Najlepszym sposobem na radzenie sobie z pandemią i, co za tym idzie, nieznanym, był właśnie humor, o którym pisałam na początku. Niekiedy czarny humor.

Utrudniając sobie życie

Apogeum wzrostu liczby młodych odbiorców MLH doświadczyło w połowie października 2020 roku, gdy rozpoczął się ogólnopolski Strajk Kobiet po wydaniu wyroku TK o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Na ulice wyszły przede wszystkim „wkurwione” kobiety, ale na wiecach pojawiły się również osoby, którym najzwyczajniej ciąży władza prawicowa. Tym samym Strajk Kobiet zamienił się w Strajk Polaków przeciwko władzy. Miliony ludzi wyszły na ulice w wielu miastach w Polsce, a wielu z nich nagrywało relacje i robiło zdjęcia, aby potem wstawić je na instastory i oznaczyć właśnie MLH, które z tego powodu stało się jednym z bardziej rzetelnych mediów relacjonujących wydarzenia podczas tych właśnie wieców. Nie były to ustawiane materiały filmowe, wyuczone formułki do powiedzenia, nie było tam też fejkowych projektantów mody ani dziennikarzy rozrzucających śmieci z kosza, aby materiał wyglądał „lepiej”. To, co było nagrywane i podsyłane do MLH i Krzysztofa Gonciarza nie było „obrabiane”, cięte, reżyserowane, kadrowane lub manipulowane. Relacje były perspektywami ludzi, którzy brali udział w całym przedsięwzięciu. A co robiło Make Life Harder? To, co robi najlepiej. Udostępniało, nagłaśniało, wyrażało swoją opinię, a przede wszystkim docierało tymi treściami do ponad 700 tys. Polaków. 

Na profilu MLH zbiera się tyle osób, że kiedy wstawiają jedną relację o podupadającej piekarni z Wrocławia, nagle pojawiają się w niej setki, jeśli nie tysiące osób jednego dnia. Tak właśnie było z piekarnią Pana Sekuny na wrocławskim Nadodrzu. Nawet gastroinfluencer (czy można go tak nazwać?) z Wrocławskich Podróży Kulinarnych napisał na swoim Facebooku: 

Efekt? WPK ma prawie 100 tys. obserwujących na Facebooku, post zebrał 1,2 tys. lajków, 214 komentarzy oraz 537 udostępnień. Oczywiście, Pan z WPK natrafił na kolejki po tym, jak MLH udostępniło informację na temat piekarni. To samo w sobie świadczy o sile przekazu i wpływie MLH na ludzi. 

To, czy ten profil jest zjawiskiem „influenceryzmu”, jest pytaniem retorycznym, bo jest to niezaprzeczalny fakt. Czy można w takim razie powiedzieć, że charakter influencera zależy od charakteru młodego pokolenia?



Natalia Sobkowiak Portrait

Natalia Sobkowiak – studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie SWPS. Sekretarz redakcji Pisma Prywatnego oraz koordynatorka ds. social mediów. Charyzmatyczna realistka. Miłośniczka kina (zarówno mainstream, jak i arthouse). Pasjonatka książek i dziennikarstwa. Motto: „rób swoje i rób to dobrze”.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze