Wikingowie – diabły z północy?
NOWOŚĆ Kultura

Wikingowie – diabły z północy?

7 lipca 2021

Olbrzymi, umięśniony barbarzyńca, nieznający kąpieli i dobrych manier, z toporem w dłoni, gwałciciel i morderca, do tego koniecznie w hełmie z rogami. “Gówno prawda!” – powiedziałby obgadywany w ten sposób Skandynaw z okresu średniowiecza. Stereotypy jednak mają to do siebie, że są dużo bardziej żywotne niż przeciętna ofiara wściekłego wikinga – bo owszem, w walce byli oni okrutni, ale nie tylko tym żyli. Co robili poza rabowaniem, plądrowaniem, grabieniem, łupieniem? Okazuje się, że bardzo wiele. Informacji na ten temat udzieliła mi Pani Ewa “Tarja” Strukowska z Drużyny Rekonstrukcji Historycznej Utgard Gliwice. 

Wikingowie – diabły z północy?
Fot. Gioele Fazzeri

“Jak wyglądał typowy wiking?” – na to pytanie otwarte w ankiecie przygotowanej na potrzeby tego artykułu, większość respondentów odpowiadała wpisując hasła typu: “duży”, “silny”, “umięśniony”, “z toporem w ręku”, “w hełmie z rogami”, “z brodą i długimi włosami”, “ubrany w zwierzęcą skórę”. Według Pani Ewy, analizującej razem ze mną wspomnianą ankietę, w odpowiedziach kryje się mieszanka prawdy i mitu. 

Jak widać pewne stereotypy żyją i mają się dobrze. Przekonanie o imponującej posturze wikingów jest słuszne. Nie sięgali co prawda 1,90m wzrostu, niemniej byli wyżsi i bardziej postawni niż reszta Europejczyków. Musieli tacy być – gdyby taki wiking nie był postawny, to nie udźwignąłby całego żelastwa, jakie zabierał na pole bitwy – uzbrojenie ważyło w granicach od 29,2 do 39,3 kg, w zależności od tego, czy ktoś nosił kolczugę, hełm, czy też jak ciężka była jego tarcza, a potrafiły one ważyć do 10 kg

Ewa “Tarja” Strukowska

Co warto zaznaczyć od razu, hełmy bojowe nie miały rogów, gdyż byłoby to wysoce niepraktyczne. Istnieją jednak przekazy ikonograficzne, jak choćby tkanina z Osebergu, na której widnieje męska postać w hełmie z rogami. Możliwe jest, że tego typu nakrycia głowy funkcjonowały, natomiast jedynie w celach rytualnych i religijnych, na pewno nie bojowych. Natomiast ostatecznym czynnikiem, który przyczynił się do powstania stereotypu wikinga w rogatym hełmie była opera „Pierścień Nibelunga”. Do tej opery stworzono kostiumy, w których rogate hełmy grały jedną z głównych ról. Opera odniosła sukces, co przyczyniło się do rozprzestrzenienia stereotypu w Europie.

Topory jak najbardziej się zgadzają ze względu na koszt żelaza w tamtym okresie – był to drogi materiał, więc zwykła siekiera, którą normalnie rąbali drzewa w lesie, była dobrą alternatywą dla miecza, którego wykonanie zajmowało wiele czasu i wymagało zużycia dużo większej ilości żelaza. Wbrew temu, co się uważa, nie topór był wymarzoną bronią wikinga,  a właśnie miecz, jako symbol statusu, ale również skarb rodowy przekazywany z pokolenia na pokolenie. 

Co do włosów – jak wyjaśnia Tarja – opinia częściowo pokrywa się z prawdą. Długie włosy nosili wysoko postawieni, czyli szlachta, królowie i jarlowie. Reszta miała podgolone głowy. Brody natomiast nosili starsi jako symbol doświadczenia życiowego i wiedzy. Jeśli chodzi o zwierzęce skóry, na pewno nie nosili ich w charakterze ubrań, a raczej się nimi przykrywali, żeby nie zamarznąć. “Należy pamiętać, że wiele czasu spędzali na żegludze – proszę sobie wyobrazić, że ktoś w takiej skórze wpada do wody. Gdy skóra moknie, robi się strasznie ciężka i długo schnie, więc byłoby to po prostu niepraktyczne. Prawdopodobnie dlatego nie znaleziono żadnych elementów ochronnych wykonanych ze skóry, choć możliwe, że skóra zdążyła się rozłożyć” – tłumaczy Strukowska.

A jak to było z kobietami w społeczności wikingów? 

Coraz więcej przesłanek wskazuje nam na to, że kobiety również walczyły, natomiast raczej nie były regularnymi, liniowymi wojownikami. Najczęściej były to kobiety, które z racji urodzenia i wychowania umiały posługiwać się bronią. Nie da się ukryć, że życie bardzo często wychodzi poza zwyczaje i kiedy mężczyzn nie było w domu, bo byli na wyprawie albo polowaniu, a wioskę akurat ktoś najeżdżał, to dobrze było umieć się obronić, choćby dlatego, że kocha się życie i swoich bliskich. 

Ewa “Tarja” Strukowska

Mamy kilka poszlak pochodzących z legend na temat walczących kobiet i znajdujemy też wskazówki w grobach. Choć groby są bardzo specyficznymi miejscami, jeśli chodzi o badania historyczne, dużo zależy od kontekstu i interpretacji znalezisk. Wiemy, że wiele elementów uzbrojenia odgrywało również rolę przedmiotów religijnych i magicznych. Prawdopodobnie w wielu kobiecych grobach pełniły one właśnie tę funkcję. Charakterystycznym elementem znajdowanym w kobiecych grobach są mjollniry, czyli młoty Thora. Kobiety seidr, kobiety magii, kobiety zajmujące się bogami, miały na ikonografiach przy sobie elementy uzbrojenia. Dla Skandynawów specyficzny był ten aspekt wojskowości, który przejawiał się w wielu sferach życia. Co ciekawe, istoty zabierające wojowników z pola walki, Walkirie, to kobiety. Istoty opiekuńcze rodów, rodzin, całych plemion to Disy, też duchy kobiece.

Wikingowie – diabły z północy?
Fot. Artem Maltsev

A co wiemy na temat praktyk pogrzebowych wikingów?

Zacznijmy od tematu rabunku grobów. Do niedawna sądzono, że były one rabowane, jednak, jak dowiaduję się z wywiadu, okazuje się, że jednym z rodzajów grobów skandynawskich były takie, które w pewien sposób naśladowały dom. Można było tam wejść, coś przynieść, coś zabrać, porozmawiać ze zmarłym. W rodzinach wodzów zabierano stamtąd broń, uzasadniając, że pochowany podarował ją, aby obdarowany bronił ludu i mógł wziąć go pod swoje skrzydła. Pobierano również kości i robiono z nich amulety.

Co pili wikingowie? Według ankiety najbardziej kojarzeni są z miodem, a na drugim miejscu z piwem. Jak było naprawdę?

Na pewno piwo powinno być na pierwszym miejscu – pili je zamiast wody, bo gdy nie mieli dostępu do sprawdzonego i zaufanego źródła, to nigdy nie wiedzieli czy kilka kilometrów wyżej coś nie zanieczyściło rzeki – mogło to być martwe zwierzę lub celowe skażenie wody przez człowieka. Proces warzenia piwa sprawiał, że się po prostu nie truli. Dzieciom podawano napoje z ziół lub suszonych owoców

Ewa “Tarja” Strukowska

Jeśli chodzi o miód, był on bardzo drogi i do tego święty. Za jego kradzież groziła kara śmierci – nawet za jego niewielkie ilości. Składany był w ofierze bogom, pito go na wyjątkowe okazje, a kobiety trzymające miód w specjalnych rogach witały nim szczególnie ważnych gości. Nie był to napój codzienny. Jego świętość bierze się choćby z mitologii nordyckiej, a konkretnie z mitu o miodzie poezji darowanym ludziom przez Odyna, dzięki któremu posiedli oni dar tworzenia poezji i pieśni.

Z czego głównie utrzymywali się wikingowie? 

Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie utrzymywali się głównie z grabieży. Według Strukowskiej większość ludów nordyckich zajmowała się rolnictwem, hodowlą zwierząt i łowiectwem. W lasach zdobywali drewno oraz cenne skóry rzadkich zwierząt. To, w połączeniu z ich niezwykłymi umiejętnościami rzemieślniczymi, otwierało im drogę do handlu. Ich towarami eksportowymi były wspomniane skóry, futra, wyroby z kości i drewna. Byli też świetnymi żeglarzami, a ich statki mogły płynąć w głąb europejskich rzek, dzięki ich płaskim dnom. Większość z nich stanowiły okręty kupieckie. 

Co zaś się tyczy rabunków, były spowodowane trzema głównymi czynnikami: po pierwsze, ubóstwem ziemi, bo chociaż wikingowie w większości byli rolnikami, to północne ziemie nie były ku temu sprzyjające, po drugie, chęcią wykazania się, a po trzecie, banicją. Banicji było kilka stopni: 3 lata, 5 lat, dożywotnia. Kiedy kogoś wygnano, a inne wioski nie chciały go przyjąć, taki banita musiał kombinować. Wygnańcy zbierali się w grupy i, w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, po drodze zajmowali się handlem albo rabunkiem, najczęściej tym drugim. 

Wikingowie – diabły z północy?
Fot. Steinar Engeland

Dodatkowo, gdy w rodzinie było wielu synów, wszystkie ziemie przypadały najstarszemu, żeby nie osłabiać rodu poprzez dzielenie majątku. W takiej sytuacji młodsi synowie musieli sobie jakoś radzić, często wypływając na wiking, czyli na wyprawę. Mogła to być wyprawa odkrywcza, w celu szukania nowych ziem do zaludnienia, wyprawa handlowa, jak również, z czego najbardziej dzisiaj kojarzeni są wikingowie – wyprawa po łup. Młodsi synowie, którzy nie mieli majątku, musieli zarobić nie tylko po to, żeby przetrwać, ale również żeby się ożenić – za żonę trzeba było zapłacić, a później zapewnić jej dom i dobre warunki do życia. Stąd też było wiele motywacji do wypraw rabunkowych. Z racji na polityczne uwarunkowania tamtej epoki, życie Europy skoncentrowane było w centrum i na południu, a północne wybrzeża były zaniedbane i bezbronne. Najłatwiejszymi celami dla łupieżców były kościoły. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, znajdowało się w nich mnóstwo kosztowności, co przy bardzo niskim wysiłku wymaganym do ich zdobycia w porównaniu z miastami,  w których często konieczne było kilkumiesięczne oblężenie i przetrzymanie miasta póki nie podda się z wyczerpania zapasów, kościoły stały się głównymi celami wikingów. Zostali za to znienawidzeni przez duchownych i obsmarowani w kronikach, gdyż należy pamiętać, że w tamtych czasach osobami piśmiennymi byli niemalże sami duchowni, co później odbiło się na wielu negatywnych stereotypach o wikingach.

No dobrze, a co w takim razie robili w czasie wolnym od rabunków, żeglugi, handlu, uprawy roli czy polowań? Jakie były codzienne obyczaje wikingów?

Zacznijmy może od tego, jak traktowano podróżników. Jeśli ktoś przebył kawał drogi i zobaczył dalekie ziemie, to po powrocie do domu ludzie z osady nie dali mu spokoju, dopóki nie usiadł z nimi przy ognisku i nie opowiedział, co zobaczył. 

Ewa “Tarja” Strukowska

Był to sposób w jaki ludzie zdobywali wiedzę i informację w czasach, gdy nie było gazet ani Internetu. O takich podróżnikach, wędrownych bardach czy kupcach, można powiedzieć, że byli praprzodkami dziennikarzy. W tradycji opowieści ustnych obecne były również sagi rodowe, których uczono się na pamięć, aby zachować świadectwo historii rodu. Opisują one bardzo szczegółowe i, z perspektywy dzisiejszego odbiorcy, nudne kwestie: kto był czyim ojcem, który syn czego dokonał, kto był kuzynem kuzyna i tak dalej. Sagi wysokich rodów były bardziej znane, natomiast pomniejsze sagi rodzin były znane raczej lokalnie.

Jeśli chodzi o rozrywki i czas wolny, wikingowie, podobnie jak wiele ludów dawniej, bardzo kultywowali bycie razem. Nie przeszkadzał im brak wolnej niedzieli, bo od czasu do czasu zdarzały się u nich kilkudniowe święta. Najważniejszym był Jul, który świętowano od tygodnia do trzech tygodni, w zależności od kalendarza. Było to święto zapijane specjalnie przygotowywanym na tą okazję piwem. Trudno też mówić o świętowaniu, nie wspominając o muzyce. Znajdujemy pozostałości pałeczek do bębenków, lir czy brzękadełek, zatem można powiedzieć, że Nordowie byli rozśpiewani. Na tej podstawie zakłada się, że byli też roztańczeni, niestety nie mamy źródeł mówiących cokolwiek o ich tańcach.

Oprócz świętowania, warto też wspomnieć o aktywnościach sportowych. Nie ma co ukrywać, że większość zabaw sportowych wynikała z potrzeby szkolenia wojennego. Wśród tych zabaw było między innymi odbijanie skórzanej piłki za pomocą tarcz, co było trudne, ponieważ taka piłka się nie odbijała, a zachowała trochę jak piłka lekarska –  trzeba było przyjąć ją na tarczę i z wystarczającą siłą wypchnąć, by odbiła się jeszcze raz. Inną zabawą były biegi po wiosłach, trzymanych przez grupę wikingów w poziomie. Elity natomiast grały w Hnefatafl, czyli tzw. „szachy wikingów” – grę, która uczyła strategii, ale była też wróżbą, pewnego rodzaju obrzędem. Pewien dowódca tak bardzo wierzył w moc tej gry, że nie wydał rozkazu wymarszu wojskom, zanim nie ukończył układać Hnefatafla, przez co przegrał bitwę.

Skoro już mówimy o codzienności, warto też wspomnieć o higienie. Wiking raczej nie jest pierwszym skojarzeniem ze słowem „czysty”, i owszem, kiedy wikingowie szli do walki albo żeglowali, trudno było utrzymać higienę, ale robili co mogli. Według informacji mojej rozmówczyni Nordowie bardzo o siebie dbali. Kąpali się co sobotę, czyli jak na tamte czasy niesamowicie często, do tego przy każdym posiłku była podawana woda i ręcznik, aby można było umyć ręce. Włosy, zarówno krótsze jak dłuższe, były zawsze uczesane i zaplecione. Dodatkowo znajdujemy takie artefakty, jak łopatka do czyszczenia uszu czy pęsetka do wyrywania nadmiernego owłosienia, można wręcz powiedzieć, że wikingowie byli  średniowiecznymi czyścioszkami.

Jak więc widzicie, znak zapytania w tytule tego artykułu nie był postawiony przypadkowo. Odpowiedź leży w interpretacji, którą wam pozostawiam, zachęcając do rozmyślań.



Wikingowie – diabły z północy?

Kacper Brylewski – student Digital & Social Media. Trafił tu w sumie przez przypadek, bo nie dostał się na japonistykę i załamany rozpatrywał rok przerwy, po czym poprawkę matury. Jednak jego tata znalazł kierunek digital i social media na Uniwersytecie SWPS. Tak trafił tu i odkrył w sobie dziennikarza. Los lubi płatać figle, ale czasem śmieje się z nami zamiast z nas.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze