Gulasz (nie)jadalny
NOWOŚĆ Sztuka słowa

Gulasz (nie)jadalny

15 kwietnia 2026

 Gulasz, który gotowałam całą noc okazał się niejadalny… Nareszcie! Próbowałam osiągnąć ten poziom już naprawdę długi czas… Praktycznie od kiedy z nim jestem… A za niedługo nasza sto dwudziesta miesięcznica! Mimo, że jesteśmy szczęśliwi, musiałam to zrobić, już nie mogłam dłużej wytrzymać. 

Na pierwszą randkę poszliśmy do restauracji. Wyglądał naprawdę elegancko. Był to ideał mężczyzny. Mówił tak słodkie żarty, że po każdym musiałam brać łyk wody. Czarował mnie tym wzrokiem z taką dokładnością, że rzucił na mnie niezwykle silny urok oddania się jego uroku osobistemu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jedzenie z nim posiłków będzie idealnym lekarstwem na zaklęcie i pomoże mi poznać jego największą wadę. Do stolika przyszedł kelner dowiedzieć się czy zdecydowaliśmy się na jakąś pozycję w menu. Wtedy się mnie zapytał. 

-Lubisz gulasz? 

-Tak, jeśli chcesz możemy go wziąć. 

Miałam wrażenie, że wtedy się we mnie zakochał. Bo od tamtego momentu nie oderwał ode mnie swoich uśmiechniętych oczu. Rozmawialiśmy na wiele tematów, ale to dopiero po 15 minutowej rozmowie na temat tego, czy lubię gulasz z większą ilością smalcu, czy mniejszą, czy bardziej wyczuwalne ma być warzywo, czy mięso, czy jem go z puree, czy z kaszą. W sumie nie wiem dlaczego za niego wyszłam. Od tych stu dwudziestu miesięcy jedliśmy tylko gulasz. Przez pierwsze 5 miesięcy stał nade mną w kuchni próbując nauczyć mnie gulaszu “idealnego”.  A ja myślałam tylko jak zrobić ten najbardziej obrzydliwy. Ja chcę zjeść pizzę. I dlatego oto tu jestem. Teraz niosę mu ten obiad i napawam się podejrzanym kolorem sosu, który pływa w misce. 

-Kochanie, twój gulasz. – uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam z nim przy stole. Skrzywił się widząc jak prezentuje się jego ulubiona potrawa. 

-Wygląda inaczej niż zwykle, skarbie.

-Testuje nowe receptury od jakiegoś czasu. – Wlepiłam w niego wzrok i czekałam na ten pierwszy kęs jak na wyniki loterii.

W końcu się to wydarzyło. Wziął solidny kawał gulaszu i wpakował go do ust… Oczy mu się zaświeciły, i zaczął pochłaniać posiłek jakby miał zamiar zagryźć go miską. 

-To jest świetne! Jak ty to zrobiłaś? Moja gulaszowa królowo!

-Co? – jęknęłam. -Nie jedz tego więcej! – wsypałam tu Florax.

-Spokojnie, zostawię ci jedną dokładkę. 

-Przestań powiedziałam! – krzyknęłam w agonii i odchylając się na krześle do tyłu, zakryłam twarz. – Dlaczego ci to smakuje?! To miało być obrzydliwe! – uderzyłam dłońmi w stół. – Miałeś to znienawidzić! Miałeś mieć ten smak do końca życia w ustach! Miałeś zabrać mnie po tym na pizzę! Dlaczego?… Dlaczego nie możemy żyć normalnie…

-Przecież możesz zrobić gulaszową pizzę. Jestem otwarty na zmiany. – otarł moje łzy bezsilności, pocałował mnie w czoło i poszedł po dokładkę. 

Te artykuły mogą Ci się spodobać...